Panika |l.h.

 

Tablo reader up chevron

Rozdział ☯ 1

Luke siedział wygodnie na swojej skórzanej kanapie i oglądając telewizję, wolno sączył wcześniej schłodzone piwo. Dochodziła godzina dwudziesta, a on był sam w domu, nie mając żadnych planów, aby pożytecznie wykorzystać wolny, piątkowy wieczór.

Nagle jego leżący na drewnianym stoliku telefon zaczął wibrować. Leniwie ściągnął nogi z mebla i schylił się, aby dowiedzieć się, kto dzwoni.

Na ekranie pojawił się napis "nieznany".

Nie przejmując się nieodebranym telefonem, powrócił do swojej poprzedniej pozycji i podgłośnił telewizor, aby lepiej słyszeć lecącą na kanale muzycznym piosenkę.

Jednak po kilku chwilach urządzenie znowu poruszyło się. Ponownie sprawdziwszy, kto zaszczycił go połączeniem telefonicznym opadł na kanapę, dowiadując się, iż był to ten sam numer.

W końcu chłopakowi skończył się napój, dlatego korzystając z nieobecności rodziny wstał z wygodnego siedzenia i udał się w kierunku kuchni, aby z lodówki wyciągnąć nową butelkę piwa. Wziąwszy otwieracz do kapsli, wrócił do salonu.

Wchodząc do pokoju, zauważył, że ekran jego komórki jest podświetlony i informuje o nowym połączeniu. Odstawił swoje wieczorne zapotrzebowanie i postanowił odebrać telefon od nieznajomego nadawcy.

- Słucham? - zapytał, opierając swoją lewą rękę o wąskie biodro. Jednak nie otrzymał żadnej odpowiedzi. W tle połączenia było słychać szmery i stłumiony szloch. Ponowił swoje pytanie, jednak reakcja drugiej osoby przeraziła go, a następnie zasiała w nim ziarno podejrzenia.

- Pomóż mi - usłyszał cichy, błagalny szept nieznajomej dziewczyny, a następnie nasilający się płacz i szum.

- Dobra, możecie skończyć robić te bezsensowne żarty albo chociaż znaleźć osobę, którą one bawią? - westchnął zirytowany, przypuszczając, iż nadawcami są jego przyjaciele, którzy nie rozumieli decyzji Hemmingsa o pozostaniu w domu, chociaż ich wspólny znajomy organizował wielką imprezę. Nie brali pod uwagę jednak tego, iż osiemnastolatkowi przez cały dzień towarzyszył podły humor i nie miał on ochoty na jakiekolwiek kawały.

- Proszę, - wychrypiała przerażona - pomóż mi.

Po plecach Luke'a przebiegł dreszcz. Wiedział, że to nie był pomysł jego przyjaciół. Ta dziewczyna na prawdę potrzebowała ratunku.

Chciał coś powiedzieć, ale jego głos uwiązł mu w gardle. Nie mógł nic zrobić.

- Pomóż! - przeraźliwy pisk odbił się echem od ścian pomieszczenia, w którym znajdowała się dziewczyna. Hemmings słysząc jej piśnięcie, przestraszył się, o mało nie wyrzucając telefonu z dłoni.

- Pomogę ci - zająknął się. - Tylko musisz mi powiedzieć jak - zaczął spokojnie, jednak w odpowiedzi usłyszał przyspieszony oddech i coraz głośniejszy szloch. - Słyszysz mnie? Halo? Jak ci pomóc? - dopytywał, jednak w słuchawce usłyszał pojedyncze pykanie, oznaczające zakończenie połączenia.

Rozłączyła się, zostawiając blondyna z zakłopotaniem. Będąc w szoku, odłożył urządzenie na stolik, usiadł na kanapie, podkurczając nogi i wyłączył telewizor. Ta dziwna rozmowa wywołała w nim uczucie pustki, dlatego resztę wieczoru spędził sam, w ciszy i ciemności.

Comment Log in or Join Tablo to comment on this chapter...
~

You might like camocate's other books...