Stay the night

 

Tablo reader up chevron

00 |hurricane|

Byli w tym samym domu.

Widywali się codziennie na korytarzu.

Ona biegła zazwyczaj razem z przyjaciółką, by nie spóźnić się na zajęcia dodatkowe.

On szedł rozmawiając z kumplami o spotkaniach Klubu Ślimaka. 

Mimo dużego podobieństwa pomiędzy nimi,

nigdy nie mieli szans na rozmowę.

Różniła ich jedna bardzo ważna rzecz.

PRZYJACIELE.

 
Comment Log in or Join Tablo to comment on this chapter...

01 |truth|

- Ona nie jest gotowa, by tam pójść, Adam - mamrocze blondynka wrzucając białą kopertę w trzaskający w kominku ogień. Mężczyzna siedzący na kanapie przygląda się jej, próbując dobrać odpowiednie słowa. Znał zdanie żony, gdy chodziło o wysłanie ich najmłodszego dziecka do Hogwartu. Sam nie był pewny czy to właściwe. Jednak zdawał sobie sprawę co może zrobić Armando Dippet, aby jedyna córka Anne i Adama Clarke'ów była jedną z uczennic. - Ona ma zaledwie jedenaście lat. Prawda o magii, o tym, gdzie tak naprawdę uczą się jej bracia ją zniszczy. Jest taka niewinna.

Po rumianych policzkach kobiety spływają pierwsze łzy, brunet bez słowa wstaje i podchodzi do niej. Przytula ją w chwili, gdy ona zaczyna szlochać. Wie czemu tak trudno było jego ukochanej mówić o magii. To co miało miejsce dwadzieścia jeden lat temu nadal było żywe. Sama pamięć o tamtym grudniowym dniu przyprawiała go o dreszcze. Stoją tak dobre piętnaście minut podczas, których szloch ustępuje cichemu pociąganiu nosem.

- On ją tam dopadnie, a Dippet mu na to pozwoli. - niewyraźny szept niebieskookiej przerwał panującą ciszę. 

Niestety żadne z dwójki nie spojrzało tej gwieździstej nocy na uchylone lekko drzwi od ich sypialni. Okryta ulubionych fioletowym kocem dziewczynka, łudzącą podobna do matki stała za drewnianą powłoką. Strach pochłaniał ją. Słowa rodzicielki wywołały u jedenastolatki przerażenie oraz masę pytań.

 

 

Comment Log in or Join Tablo to comment on this chapter...

02 |Daily Prophet|

''Nie miałaś żadnego prawa, Maya, tamtego wieczoru uderzyć Raya. Nie obchodzi mnie czy jego słowa lub zachowanie uraziły Twoją dumę, czy nie, ale jeśli jeszcze raz taka sytuacja się powtórzy, to sam osobiście odbiorę Ci naszyjnik należący do naszej zmarłej ciotki. Przy najbliższym spotkaniu masz go przeprosić, i jeśli myślisz, że moja złość na Ciebie minęła, mylisz się.''

 

Bierze pięć głębokich oddechów wycierając wierzchem dłoni mokre od łez policzki. Wspomnienie dwudziestych pierwszych urodzin Gideona oraz późniejszej kłótni przed całą zgromadzoną rodziną nadal było żywe, a słowa, które wtedy padły z jego usta zapadły piętnastolatce w pamięć. Starała się nimi nie przejmować. Wmawiała sobie, że powiedział to pod wpływem gniewu i naprawdę tak nie myśli. Cała nadzieja jednak została rozwiana, gdy dziś rano sowa starszego brata Mayi przyniosła list od niego. Nie rozumiała jak mógł stanąć po stronie niedawno poznanego przyjaciela, a nie młodszej siostry. Przed oczami staje dziewczynie niechciany obraz Raya Chartiera, dziewiętnastolatka o wybuchowej osobowości oraz potrafiącego doskonale kłamać prosto w twarz. Wzdycha. Mógł wyglądać niewinnie, ale wystarczyła najmłodszej z rodzeństwa Clarke'ów jedna rozmowa, aby odkryć jakim był człowiekiem i czego pragnął. 

- Czemu się nim przejmujesz, Maya? Każdy kto cię zna nie uwierzy, że niesprowokowana wybuchłaś złością. - szatynka odwraca głowę, by ujrzeć lekko zaczerwienioną na policzkach oraz zdyszaną Liz. Jej dotąd zawsze rozpuszczone kosmyki jasno - brązowych włosów, teraz były spięte w niski kok dodający Flores lat. Maya posyła przyjaciółce wymuszony uśmiech. 

- Ciekawe co powiedzieli Noah i George. Pewnie stwierdzili, że przyjaźnią się z wariatką - mamrocze cicho patrząc w stronę okna. Dostrzega za nim zachmurzone niebo, które doskonale odzwierciedla jej dzisiejszy humor. Zamiast odpowiedzi dociera ją śmiech towarzyszki, po czym czuje zimną dłoń Liz na swojej. W takich momentach zaczyna żałować, że odtrącała nastolatkę przez cały pierwszy rok nauki w Hogwarcie. Były przecież do siebie takie podobne. - Jak myślisz, Liz? Jestem wariatką? 

- Jeśli nią jesteś, to ja także, a Noah i George tak o tobie nie myślą. Raczej cieszą się, że dzięki tobie ten zadufany w sobie dupek ma teraz złamany nos i chyba podbite oko. No i jesteś na pierwszej stronie Proroka Codziennego - odpowiada rozbawiona piętnastolatka robiąc przy tym zabawną minę, mimowolnie Maya zaczyna cicho chichotać. Wraca do niej widok szoku pomieszanego ze wściekłością, który miała okazje ujrzeć na twarzy Raya po tym jak go uderzyła. Jednak sam był sobie winien. Mógł nie mówić nieprzychylnie o przyjaciołach Clarke stojąc specjalnie tuż obok dziewczyny. 

- Biedak - po tych słowach szatynka w lepszym humorze wstaje ciągnąc za sobą do góry Liz. - Dziewczyny przestaną, choć na chwilę, zwracać na niego uwagę. 

xx

- Panno Clarke, czy moja lekcja jest dla pani nudna? A może pani wie wszystko o obronie przed czarną magią? - Maya podnosi gwałtownie głowę z drewnianego blatu spoglądając przestraszona ku stojącą nad nią profesor Merrythought. Uczyła ona obrony przed czarną magią i to zazwyczaj na jej lekcji Liz lub Noah zasypiali. Średniego wzrostu kobieta teraz była oparta dłońmi o biurko lekko pochylając się do przodu, czuć było bijącą od niej niechęć. 

- Niech pani jej wybaczy. Pewnie nie może spać, bo napisali o niej w Proroku Codziennym. Niedługo będziemy mieli w Hogwarcie prawdziwą gwiazdę. - kilka osób w klasie śmieję się, lecz większość po prostu wstrzymuje oddech. Jakby czekali na niemiłe słowa ze strony nastolatki wobec Matthew'a siedzącego obok, próbującego nieudolnie pogrążyć Clarke, lub wybuch złości. Piętnastolatka ma wielką ochotę roześmiać się. Słowa chłopaka raczej ją bawiły, niż zdenerwowały. Niespodziewanie, kiedy otwiera usta, by przeprosić za spanie drzwi do ciemnej sali otwierają się z cichym skrzypnięciem. 

- Profesor Merrythought, czy mogę na chwilę zabrać Mayę Clarke? 

 

 

 

Comment Log in or Join Tablo to comment on this chapter...
~

You might like gwendolyn's other books...